Kategorie
A co u nas?

084 „Proście a otrzymacie. Modlitwa jednak bardzo może pomóc.

Właściwie nie wiedziałam i nadal nie wiem czy dobrze zatytułowałam ten wpis.
No i od czego by tu zacząć? Chyba od podziękowań. Po pierwsze, dziękuję wszystkim, którzy pamiętali i pamiętają o mnie w modlitwie. I oczywiście nadal o nią proszę. I chciałabym również podziękować za pamięć i życzenia, bo dzięki wam miałam cudowny dzień. To były moje urodziny.
Ale zacznę od początku. O koronce do do Bożego miłosierdzia słyszałam nie raz już wcześniej. Ale trzeba było czasu żebym zaczęła się modlić. I pierwszy raz modliłam się w intencji chrztu męża no i w zaa siebie również. I tak się stało. A teraz cały czas modlę się o pracę dla męża i ogólnie o poprawienie naszej sytuacji.
Zaczęło się od tego, że jakiś czas temu odwiedził nas jeden z naszych przyjaciół z naszej parafii w Warszawie. Spędziliśmy razem cudowny dzień. Pojechał do Warszawy chyba po jedenastej w nocy. Potem były moje urodziny i wiadomości i życzenia od was i znajomych.
A na koniec udało się mikołajowi jakąś pracę złapać. Narazie bez umowy, no ale już jakieś pieniądze dostał.
A wczoraj niespodziewanie zadzwonili do mnie z ZUSu i dowiedziałam się, że mi przyznali te 500 plus z racji tego że jednak potrzebuję pomocy drugiej osoby. I od słowa do słowa nagle się okazało, że przysługuje mi jeszcze dodatek sierocy. Bo moi rodzice już nie żyją. No więc się okazuje, że będę miała jakieś 900 złotych więcej. Więc już nie będę martwić się oto, że zostanę na ulicy. Nie wiem czy mi się uda wszystko zebrać do końca miesiąca.

Wczoraj, jak to usłyszałam z początku nie mogłam nic mówić a potem kiedy już odłożyłam słuchawkę to się aż popłakałam, bo nawet nie śmiałam myśleć, że przyjdzie taka pomoc. Mam teraz nadzieję, że z pracą Mikołaja się jakoś ułoży, bo on chce pracować. A i ja puki tylko to będzie możliwe nie chcę być w żadnym dpesie
Zastanawiałam się z początku czy pisać o tym. Ale zdecydowałam się pisać dlategoby powiedzieć żeby nie tracić nadziei w modlitwie, nawet jeśli przychodzi na nią długo czekać. I zawszę dodaję, by ta modlitwa była zgodna z wolą Bożą.
A dla innych osób którzy nie wierzą to mogę tylko powiedzieć, by nie wątpić w to, że jest jeszcze dobro na tym świecie. mogę tylko dziękować Bogu, że mnie umocnił.

Kategorie
A co u nas?

083 Bez zmian…. Jak zwykle

Dochodzę do wniosku, że zaczyna mi brakować sił, i to czasami do wszystkiego. I najlepiej jest nie czekać na nic, niczego się niespodziewać, przyjąć wszystko tak, jak jest. Już tyle było nadziei na lepsze, na normalne i godne życie, że czasami myślę, po co to wszystko. Zaczynam ze zgrozą patrzeć na tą sytuację. A już widać pierwsze oznaki. Przestałam się łudzić, że przez tego głupiego koronawirusa posypie się wszystko. Brak pracy i z nikąd nadziei. Dużo oszustów…. Czasami czyta się te wszystkie umowy i co? nic. Wszystkiego Cię nauczą: zarabiania pieniędzy, co miesiąc więcej, tylko musisz dobrze zakończyć szkolenia. Będziesz mieć pomoc zapewnioną w szkoleniu. Jeśli nie osiągniesz sukcesu, to zwrócą ci pieniądze, a jakże by inaczej, tylko się przyłącz, praca zdalna zapewniona. Nawet egzemplarz umowy przysyłają. Akceptacja jest prosta. Tylko nacisnięcie linku. A potem się dowiadujesz że to jest pierwszy poziom. Dalej dostajesz bloga który ma cię zacząć uczyć jak zarabiać pieniądze. Jeśli zostajesz klientką banku, zakładasz w nim konto to dostajesz…. nawet 200 złotych w następnym chyba jeszcze więcej. tylko zapisz się na kurs wykonuj wszystkie polecenia.
I co z tego masz?…. wwielkie nic!
Jeśli chcesz znać adres, telefon, chcesz się skontaktować, tylko e-mail. I to wszystko.
W umowie nie ma mowy o badaniach lekarskich, o ubezpieczeniu….
Uważajcie na takie umowy, bo oszuści na to czekają. Grają na psychice ludzkiej, na tym że nie ma pieniędzy, że można mieć czasami nóż na gardle.
Wtedy się nie zawsze wszystko widzi, bo na plan pierwszy wysuwają pieniądze. One wypełniają wszystkie uczucia. Będzie czym zapłacić za mieszkanie, będzie praca. A potem może można bęzie pomyśleć o tym jak to przedłużyć, jak pracować jak najdłużej. Na dalszy plan schodzi to, że nie ma adresu, nie ma telefonu, a umowa wygląda na niby profesjonalnie zrobioną…
Słucham męża jak wszystko to mówi i tylko z trudem udaje mi się go przekonać, że to może być oszustwo, a od klapek na oczach krok już tylko do tragedii.
Aż w końcu zadzwoniłam do urzędu pracy. Powiedzieli, by uważać…
I dalej tak samo. Właściciele mieszkania mieli wczoraj przyjść. W końcu powinni nam powiedzieć co dalej.
Ktoś ze znajomych dzwoni z pytaniem niby co u nas pyta się czy mamy ubezpieczenie w Niemczech, doradza wyjazd do Szwecji. Mikołaj stwierdził, że ktoś nas się chce pozbyć; że może komuś zależy żebyśmy wyjechali, bo nie chcą tu Arabów. W końcu wpada na pomysł, by jechać na ukrainę. Nie wiem czemu myśli że tam będzie lepiej.
Wybaczcie mi, że może przez to pisanie dodaję ciężaru. Każdy ma swoje problemy, a ja nie chciałabym jeszcze komuś dodawać ich więcej. Ale was proszę, mudlcie się za nas lub trzymajcie kciuki, by się wszystko ułożyło. Tak bardzo bym chciała zakomunikować wam że jest praca i to taka na dłużej, i że naprawdę wszystko idzie ku lepszemu.

082 Mimo wszystko…. Chrystus zmartwychwstał

Właśnie jutro ostatni dzień świąt wielkanocnych. Tak, nie popełniłam błędu, bo u nas grekokatolików i prawosławnych, są one w tym roku o tydzień później i są o jeden dzień dłuższe.
Ale tym razem są inne, niż jak zawsze to bywało. Pusto w cerkwiach, bo są tylko duchowni, osoby śpiewające… Mimo wszystko "Hrystos woskres! Chrystus zmartwychwstał!!!
I te słowa o zmartwychwstaniu przez echo i dobrą akustykę jakby zwielokrotniały swoje brzmienie, i stopniowo jakby sięwzmacniały.
Smutno jest, bo siedzi się samotnie, my tylko we dwoje z mężem. Nie można się spotkać, pójść do cerkwi na nabożeństwo. Ale mimo to, Hrystos woskres! Wo istynu woskres! Prawdziwie zmartwychwstał!
I tego nie zmienią żadne, granice, blokady, epidemie, przepisy zakazujące ludziom na kwarantannie wychodzenia z domów Bo Chrystus Zmartwychwstał, by zbawić nas i otworzyć nam niebo!
I ta wiara pomaga nie tracić nadziei, choćby się zdawało, że jej już nie ma….
Wiem, to się łatwo pisze, trudno tylko czasami o tym pamiętać, gdy jest ciężko. Coś się zmienia, może cały świat się zmienia. Może już nigdy nie wróci taki jak kiedyś był….
Wiem, było i zło. Bo ono zawsze głośniejsze, bardziej bywa czasami sensacyjne, więc chętniej się mówi o nim w mediach.
Dobro – ciche, mniej zauważalne…. Ale ono jest. Zło go nie zagłuszy I dlatego wciąż będzie słychać głośniej te słowa Chrystus Zmartwychwstał! Prawdziwie Zmartwychwstał.
I dlatego życzę wszystkim i sobie, byśmy nie pozwolili zagłuszyć w sobie tych słów:
Hrystos woskres!
Wo istynu woskres!

Kategorie
A co u nas?

081 Najnowsze wydarzenia z naszego życia i moje przemyślenia

Długo już tu nie pisałam. Częściowo dlatego, że miałam trochę problemów z eltenem.
Ale zacznę od początku. Już jakiś czas temu miałam możliwość skorzystania z masażu limfatycznego. Rehabilitantka przyjeżdżała do mnie i po tych masażach było lepiej. Ale, niestety rehabilitację przerwała pandemia koronawirusa.
My na szczęście nie chorujemy, ale nie ukrywam, że jest to przygnębiające. Poza tym martwię się o to czy w ogóle będzie możliwy kontakt z urzędem pracy, bo Mikołaj miał umówione spotkanie, bo nadal poszukuje pracy.
Tak więc teraz siedzimy w domu. Mikołaj tylko czasem idzie do sklepu, bo możliwość zamawiania online zakupów też jest ograniczona. W Tesco, gdzie zawsze robiliśmy zakupy przez internet, terminy są bardzo długie. Trzeba zamawiać z trzytygodniowym wyprzedzeniem.
A ostatnio jak grom z jasnego nieba uderzyła mnie wiadomość, że zmarła Agnieszka Krawcow, która przecież była tu również na eltenie.
Znałyśmy się praktycznie od przedszkola. Później też razem byłyśmy w jednej grupie w internacie w Laskach. I ona była młodsza ode mnie.
Wiedziała że chorowała. Ale przecież jeszcze niedawno przed śmiercią z nią rozmawiałam… Dlatego trudno mi jeszcze u wierzyć, że ona już odeszła do Pana…
I to było przed epidemią.
No cóż, trzeba być przygotowanym na wszystko…
Nie wiem czemu mam takie wrażenie, czy przeczucie, że to dopiero początek, że mogą być jeszcze ciężkie chwile przed nami…
I chyba tylko wiara w Boga daje nadzieję w tych ciężkich czasach. Czasem poczucie lęku przeważa. Bo boję się przyszłości, boję się tego, co będzie ze mną, moimi przyjaciółmi, czy znajomymi…
A może ten czas jest nam dany po to, by się zastanowić nad tym jakie było nasze życie, jaki był nasz stosunek do Boga. Czy w tym zaganianym życiu poświęciliśmy trochę czasu dla innych?
I myślę również, że ten czas uczy nas pokory. Tak, bo wymyślamy nowe technologię badamy za pomocą skomplikowanych urządzeń inne planety, szukamy „drugiej ziemi” nowej cywilizacji…
A teraz nagle dostrzegamy, jak jesteśmy mali i bezbronni w obliczu pandemii czy innych katastrof. Więc pozostaje tylko schylić głowę w pokorze i przyznać się przed sobą samym i przed Bogiem, że jesteśmy mali, i że jeśli wyrzucimy Boga z naszego życia to sami z siebie nic nie możemy zrobić.

Kategorie
A co u nas?

080 święta i nowy rok. Jaki on będzie?

Jak pisałam poprzednio, mieliśmy podwójną okazję do świętowania. Bo na pasterce, Mikołaj przyjął pierwszy raz komunię świętą.
Okazało sięże narazie bierzmowania nie będzie, bo jakieś były problemy z dostarczeniem dokumentów.
Ale i tak było pięknie. Mikołaj dostał ikonę jako prezent komunijny, a oboje dostaliśmy bardzo ładne nowe ubrania, właśnie były kupione na tę uroczystość.
Zrobił nam też niespodziankę jeden ze świadków chrztu męża i też przyjechał na mszę razem ze swoim znajomym z Syrii. A więc sobie pogadali razem z mężem.
Pasterka zaczęła się u nas wcześniej, bo około 10:00. Siostry zaplanowały taką wczesną porę, bo prowadzą dom pomocy społecznej i jest tam dużo osób chorych leżących. I dla nich by było ciężko tyle czekać. Pasterka nie była długa, więc siostry przygotowały jeszcze kawę, ciastka. I wtedy Mikołaj dostał od sióstr jako prezent komunijny ikonę
Czas zszedł na rozmowach, śpiewaniu i ogólnej radości. Ani się spostrzegliśmy jak na zegarze była już pierwsza w nocy. W końcu poszliśmy do naszego pokoju, bo dostaliśmy zaproszenie nie tylko na wigilię, ale i na całe święta. Ale o spaniu nie było mowy. Dzieliliśmy się wrażeniami. Mikołaj to bardzo przeżył. A teraz, jeśli nic poważnego nie stoi na przeszkodzie, to codziennie chodzi na mszę o 7:00 rano.
Nowy rok spędziliśmy już w domu, już bez żadnych niesspodziewanych wypadków.
Piszę o tych niespodziewanych wypadkach, bo 23 grudnia sąsiedzi zrobili karczemną awanturę i cały dom ich słyszał. Były jakieś bijatyki, słyszałam upadające talerze czy szklanki, niecenzuralne słowa, walenie w drzwi. Aż skończyło
A teraz po nowym roku będzie Boże Narodzenie w kośsię tym, że przyjechała policja i faceta zabrali. Ale noc mieliśmy nieprzespaną.
I tak kończąc ten bożonarodzeniowy i noworoczny wpisżyczę wam by ten nowy rok był dla Was jak najlepszy, by było w nim jak najmniej, kłopotów i problemów.. I niech ta Boża Dziecina błogosławi was wszystkich. To są życzenia nie tylko dla tych którzy czytają ten mój blog, ale dla wszystkich eltenowiczów. Pozdrawiam was wszystkich gorąco i serdecznie.

Kategorie
A co u nas? wspomnienia

079 Zdarzenie z mojego życia którego chyba nigdy nie zapomnę.

Przeglądając blogi natrafiłam na wpis Zuzler na temat wszystkich świętych, choć nie tylko. I właśnie ten wpis przypomniał? nie, odkrył na nowo, bo jego nigdy nie zapomnę jedno wydarzenie a raczej doświadczenie z mojego życia.
Gdy jeszcze chodziłam do szkoły w czasie wakacji wyjechałam na oazę. To był obóz połączony z codzienną modlitwą. A organizowała to chyba parafia z Łodzi. Mieszkaliśmy na terenie plebani w Będkowie to jest w wojewudztwie łudzkim. Proboszczem był tam wtedy ks. Bator. Takie było jego nazwisko. A jak się nazywa dowiedziałam się później. . I któregoś dnia, to było w czasie rekreacji to jest wieczoru na którym były małe przedstawienia, które przygotowywaliśmy, ten ksiądz zaczął ze mną rozmawiać. Powiedział mi wtedy że bardzo chciałby zobaczyć się ze mną na drugi rok, gdy znów będzie organizowana oaza. I dodał wtedy, że nie wie czy potem jeszcze uda się nam spotkać.
I to było tyyle. Ja również chciałam się z nim zobaczyć, porozmawiać. Bo był człowiekiem (tak ja to wtedy odebrałam) bardzo otwarty na innych, i potrafiący rozmawiać z ludźmi.
Minął rok. Oaza również była organizowana w tym samym miejscu. Tylko ja nie mogłam jechać, bo mama miała jakieś inne plany. Zaczęłam więc prosić, bym mogła pojechać, że bardzo chciałabym się spotkać z jednym księdzem, proboszczem tej parafi. A mama mówi że zobaczysz się z nim w następnym roku. I nie wiedzieć czemu ja powiedziałam wtedyP A jeśli go nie zobaczę? Na co mama stwierdziła krótko "Głupi a jesteś jak go nie zobaczysz, przecież nie jedzie za granicę. I rozmowa była skończona. Nie pocieszyło mnie to. Ale już nic nie mogłam zrobić. W pokoju rozzpłakałam się. na szczęście nikt tgo nie widział.
Parę miesięcy później przyjeżdża inny ksiądz, którego znałam. I pyta. Jak tam plany na wakacje. Chcesz jechać na oazę? i ja odpowiadam że tak. że bardzo się chcę zobaczyć z księdzem z Będkowa. A ksiądz Andrzej na to: "To nie wiesz, że on zmarł? Podobno cały czas pytał o Ciebie.
Zamurowało mnie. Za jakiś czas pojechaliśmy z ks. Andrzejem do rodziców ks. Batora.
Jak oni się ucieszyli, że przyjechałam. Mówili, że ks. Bator chorował na raka, że pytał o mnie, że oni mnie szukali, bo myśleli, że ja również przyjadę. Potem pojechaliśmy na cmentarz. I po modlitwie odmówionej razem mama księdza Batora mówi "widzisz Iwonka dopiero teraz przyjechała?że ona bardzo chciała cię zobaczyć. Tej modlitwy i tej rozmowy nigdy nie zapomnę. Jego mama mówiła tak jak by tu był. I w sercu mielliśmy nadzieję, że on to znaczy ks. Bator słyszy wszystko, że nas rozumie, i tą modlitwę, za niego, za jego duszę i tą naszą rozmowę połączoną z tą modlitwą
Ale, co najważniejsze, że on tam, w niebie, modli się do Boga za nas.
I wtedy chyba po raz pierwszy uświadomiłam sobie, co oznaczają słowa "świętych obcowanie", które przecież nie raz mówimy w czasie mszy świętej.

Kategorie
A co u nas?

078 Szykuje się nam podwójna uroczystość

Piszę ten wpis, bo chcę się podzielić z wami radosną nowiną.Mikołaj wkrótce przystąpi do pierwszej komunii i do sakramentu bierzmowania.
Cała uroczystość będzie u sióstr, u których krótki czas mieszkaliśmy, zanim wynajęliśmy mieszkanie. Mikołaj został wpisany do księgi parafialnej w naszej parafii. Siostry rozmawiały z biskupem, który zgodził się na to by przyjęcie komuni i udzielenie sakramentu bierzmowania odbyło się nie w naszej parafii, ale u sióstr w kaplicy.
Jest to więc podwójna uroczystość. Ale przedtem pierwsza spowiedź. Mąż bardzo to przeżywa. Czekamy tylko, by siostry podały dokładny termin.
Oprócz tego Mikołaj dostał nowe ubranie na tą uroczystość.
szczerze mówiąc i dla mnie jest to wielkie przeżycie, świadome i takie, które napewno głęboko zapada w serce.
Pozostaje tylko modlitwa i wdzięczność Bogu Za to, że nam pomagał i nadal pomaga.
Bo – jak mówi się na Ukrainie – bez Boha ni do poroha.

Kategorie
A co u nas?

077 Przemyślenia

Nigdy nie przypuszczałam, że ktoś może być tak obłudny, że może tak oszukiwać… Do tej pory jestem w szoku.
Kto pamiętajak pisałam o tej delegacji egipskiej a szczególnie o jej szefie. Pisałam o tym, jak chciał za nas płacić i jak niby to był zadowolony… Bo tak wtedy to odebraliśmy. Ale zaczęło się od drobnego incydentu już wtedy w niedzielę. Gdy próbowałam go uczyć nazwy ulicy. I on ją powtarzał. Ale nieznacznie się śmiał. mąż sobie przypomniał później totą jego minę potem na spotkaniu z firmą mówił, że był zadowolony, że podpisali dobry kontrakt. Nie było tylko szefa mojego męża, bo jego żona rodziła i musiał być przy niej.
Facet myślał że szef męża będzie i na tym spotkaniu. Ale gdy zauważył, że go nie ma zaczął po arabsku obrażać muwić bardzo brzydkie słowa. Natomiast po angielsku wszystko ok, wszystko w porządku wszystko ok.

Jeden z pracowników zauważył, że coś jest nie tak. Mąż powiedział że po arabsku mówi co innego a po angielsku co innego.
W pociągu mąż dał mu miejsce, bo jechali drugą klasą i wtedy wyszło na jaw, że on szukał jakiejś kobiety, która by za niego wyszła, żeby on mógł być w Polsce i chodziło mu o to, by zwolnili mojego męża a on by poszedł na jego miejsce.
Nie chciał nam oddać naszego numeru telefonu, który mu mąż pożyczył tylko na czas pobytu w Polsce. Dopiero jak go zablokowałam to zostawił w rcepcji do odbioru.
A po powrocie zaczął pisać że mąż jest oszustem i w ogóle zaczął wysyłać mężowi obraźliwe maile. Mąż go zablokował. Tylko napisał, że jeśli ma sprawę to niech pisze oficjalny e-mail.
Oficjalny mail napisał ale specjalnie przekręcając imię.
Dzisiaj mąż rozmawiał z szefem i się okazało, że on i szefa obrażał, pisząc że jego żona poszła na dyskotekę a on nie przyszedł, że dziecko to nie powód, by non nie przychodził do pracy.
A okazało się że jego córeczka zmarła… Nie wiemy czy urodziła się martwa.
Efekt jest taki, że szef powiedział, że wierzy we wszystko co mój mąż mówił…
że on nigdy by nie przypuszczał że można się tak zachowywać…
Ale przyjeżdża delegacja z następnej firmy.
W przeciwieństwie do tamtego nie wychwalali się co to oni nie mogą jaką to mają pozycję. Szef tej firmy, powiedział tylko, że im zależy na współpracy i że jak wrócą z Ukrainy, bo tam też mają partnerów to się skontaktują z nami.
A więc zobaczymy…
Szef dodał że jeśli chodzi o doktora Mahdiego to nie przypuszcza, żeby on coś sprzedał. Stwierdził, że ten Mahdi nie ma żadnego doświadczenia w sprzedaży generatorów bo szef dał mu cenę producenta.
W każdym razie chyba nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

076 Nowość… Opowiadanie… ale nie moje. A że według mnie fajne… zamieszczam je tutaj.

Michał Łukaszewicz

Archeologia

Aubusobat leciał po wybojach chmur krzywą linią. Grzmiało.
Błyskawice oświetlały smagane ulewą miasto. Jakie? Nietrudno
zgadnąć. Pośrodku wznosił się zakończony złotą iglicą pałac
dawno zmarłego tyrana. Był piękny. Wyniosły niczym wieża, a
jednocześnie rozparty na czterech swych bastionach, jak słoń
na grzbiecie żółwia pływającego w kosmicznym oceanie.
Złocista iglica kłuła niebo niczym żądło skorpiona. Tysiące
architektonicznych detali upodabniały tę wspaniałą budowlę
do imieninowego tortu. Charakterystyczny punkt w
czasoprzestrzeni. Nie można się pomylić.
Stanęliśmy. Zagrzmiało raz jeszcze i od zachodniej aż po
wschodnią część placu rozpostarła swe ramiona tęcza. Znak
lądowania. Nasz znak.
Wysiedliśmy. Pierwszy jak zwykle docent Grabiec.
Niewysoki, łysy, stary, na oko ze trzy miliony lat. Po nim
panie Celesan i Calina, magister Marcioch i my, studenci.
– Proszę państwa – rzekł docent Grabiec – jak widzicie,
teren jest już przygotowany, nie warto więc zwlekać. Proszę,
do łopat!
Szybko odwaliliśmy zbędne chmury. Zroszone deszczem
miasto błyszczało jak dobrze naoliwiony mechanizm.
Pociemniałymi ulicami przesuwały się maleńkie tramwaje, tu i
ówdzie sunęły powoli czarne kropeczki – samochody.
Docent Grabiec zaczął skrupulatnie wytyczać teren.
Pierwszy kołek wbił nieco na północ od placu, drugi po
przeciwnej stronie. Magister Marcioch robił to samo na
kierunku poprzecznym. Panie Celesan i Calina zgrały kąty i
wytyczyliśmy kwadrat mający być polem naszych badań. Jego
powierzchnia wynosiła pięć stóp Merkatora, co, pomnożone
przez odległość od powierzchni ziemi, dało w sumie sześcian
o objętości dziesięciu kaustów żywej czasoprzestrzeni.
– Zaczynamy! – obwieścił docent Grabiec i siadłszy na
składastołku zaczął z perfekcją fachowca kręcić spiralą
antitimerona. Pierwsze dotknięcie wywołało efekt iskrzenia.
W czasosześcianie wokół pałacu imperatora zaiskrzyło
mikrowyładowaniami.
– No, co tam? – spytał docent panie siedzące przy
nożycowych lornetach.
– Jeszcze nic. Tylko dużo pijanych – poinformowały go
zgodnie. – Może włączyć podsłuch?
– Włączyć. A panowie studenci będą łaskawi zdejmować
timeralne warstwice, tylko ostrożnie, drewnianymi łopatkami.
A jak się już coś wyłoni, to delikatnie, na Jowisza,
delikatnie!
Pokręcił spiralą. Pałac imperatora zniknął jak sen. Na
dole czerniały tylko ruiny. Ciężarówki wywoziły gruz
spalonego miasta.
– Chyba coś niedobrego tutaj się zdarzyło – rzekł jeden
ze studentów. – Czarna warstwa!
– Ma pan rację! – rzekł docent. – Ale w takim razie
proszę sobie przypomnieć, co to za wojna i który nosiła
numer?
Student nie umiał odpowiedzieć.
Na szczęście znów zaiskrzyło i docent skupił uwagę na
spirali, a jego asystentki na podsłuchu. Cyferki migotały,
aż zatrzymały się na dacie 1939. Wtedy usłyszeli jakiś głos
z małej knajpki przy ulicy Złotej. "Popatrz, pan! Napisałem
wczoraj, że wojny nie będzie – rzekł jeden z redaktorów
licznych w tym mieście gazet – a linotypista złożył: Wojny
będzie . Zły znak. Zły znak!". Drugi redaktor nic nie
powiedział. Pani Celesan szybko notowała. Ciekawe
znalezisko.
Znów zaiskrzyło.
– Panie docencie, niech pan znajdzie tę wojnę. Takie
ciekawe wydarzenie!
Cyferki w liczniku kręciły się to w jedną, to w drugą
stronę. Pachniało to prochem, to wapnem.
– Panie docencie! Niech pan spojrzy, co znaleźli
studenci! – pisnęła pani Calina. Na białej chusteczce leżał
przewrócony na bok mały czołg.
– Ładne! – rzekł docent. – Wciągnijcie do inwentarza. A
która to już godzina, to jest, rzec chciałem, który mamy
rok?
Studenci pokpiwali z jego roztargnienia. Kilku
pokrzepiało się na boku flaszką zmysłowianki.
– Panie docencie, wolniej – popiskiwały obie panie. Ech,
kobiety, kobiety. Na skali względnej ustalił się wreszcie
rok 1905 – w podsłuchu coś zachrobotało: "Patrzcie, no,
panie dobrodzieju – słychać było głos kamienicznego stróża
jednej z posesji przy ulicy Złotej, Ignacego Ryłki – wczoraj
na ulicy Spokojnej rzucili bombę na powóz Jego
Wysokobłagodorodia Gienierała wszechsapierskowo korpusa
kniazja Gienrika Kaszlinskowo. Żeby tylko z tego czego nie
było!".
Pełniące teraz rolę sekretarek panie notowały pilnie.
"A wy, Ignacy, co o tym myślita?" – usłyszały jeszcze
słowa jego sąsiada stróża, też zresztą, jak i Ryłki,
współpracownika Ochrany. A potem zapadła cisza.
– 1905! – rzekł bez patrzenia na skalę docent. Był
specjalistą w zakresie datozgadywania.
– Panie docencie, wolniej! – prosiły obie panie.
Miasto pod nimi w niczym już nie przypominało miasta, nad
którym zaparkowali Aubusobat. Dawno zniknął orientacyjny
punkt ze złotą iglicą i w ogóle brakowało wysokich gmachów.
W dole kłębiły się drewniane budyneczki ledwo od ziemi
odrosłe.
– Średniowiecze? – zastanawiali się studenci.
– Ależ to urocze! Trzeba sfotografować – przymilały się
obie panie.
– Nie bądźmy dziećmi – ofuknął je docent. – Jak widzę,
nie znają panie elementarnych praw czasobrania. Choć na te
obrazy patrzymy, nie można ich jednak sfotografować. To
elementarz: "Minionych kształtów żaden cud nie wróci!"
– Ale jak to dobrze, że przynajmniej możemy popatrzeć! –
czuliła się pani Celesan.
Pracowali aż do zmierzchu, aż wreszcie nakryli wykop
plastykową płachtą, żeby nie napadało, po czym wsiedli do
Aubusobatu. Sezon badań to trzy, cztery miesiące w roku. Nic
dziwnego, że cieszyli się ze wszystkich uszczkniętych
zmierzchłości drobin. Ich wyłowienie było kwestią przypadku
– przygodnej materializacji na lustrzanie błyszczących
łopatach studentów. Czołg, potem jakieś nieociosane kamienie
i to wszystko. Jeszcze tylko studentowi Gmochowi udało się
złapać pensetą przelatującą w pobliżu kulę armatnią z epoki
potopu drugiego, to jest szwedzkiego. W roku 1599 Aubusobat
zaczął strzelać w gaźniku. Kroniki zanotowały, że nad
miastem przetoczyła się wówczas potężna burza, a pioruny
zapaliły kilka domów. Mijały tygodnie. Praca szła powoli.
Coraz trudniejsza, coraz dogłębniejsza. Spirala iskrzyła,
książęta mazowieccy wadzili się i walczyli o tron, a panie
Celesan i Calina wołały, żeby wolniej. Studenci ocierali pot
z czoła i wrzucali flaszki do Wisły. Pod szklanymi kloszami
układano wydobyte czasopipetą z migających w dole miraży –
miecze i szyszaki, srebrne pieniążki, a nawet koguciki z
kościelnych wież. Jak co w rurkę wpadło. Byle nie młyński
kamień. Aparatura często zawodziła. Konrad Mazowiecki zerkał
w stronę Krzyżaków, iskrzyło, docent stawał się zgryźliwy,
palce ślizgały się po skalometrze. Popiel otruł swoich
dwunastu stryjów. Iskrzyło. Popiela zjadły myszy. Coś
chrobotało w obwodach scalonych skalometru. Ludność
Biskupina opuściła w panice swoje grodzisko. Okazało się, że
część wyemigrowała do Warszawy. Ale tej już dawno nie było.
Wszędzie puszcza. Jak tu nazwać wytyczony wcześniej kwadrat?
Pod Aubusobatem przesuwały się lodowce, a mamuty uciekały
przed hordami pierwotnych łowców. Archeolodzy pracowali bez
wytchnienia. Z powodu zimna w fufajkach. Mijały wieki. W
przestrzeni rozciągającej się tuż pod nimi rosły i rozpadały
się góry, chlupotały i wysychały oceany. Już nie pogięte
blaszki i bursztynowe wisiorki, lecz czasem żywe
pterodaktyle trzepotały błoniastymi skrzydłami pod szklanym
kloszem. Sezon powoli się kończył, a oni nie dotarli do
początku. Gdzie jest początek – przecież każde miejsce na
Ziemi ma swój początek. Skończyła się też cierpliwość
docenta Grabca. Iskrzyło. Wciąż nawalało. Wreszcie nie
wytrzymał. Zaciśnięta pięść gruchnęła w skomplikowaną
aparaturę. Huknęło. Bardzo głośno huknęło. W jednej
sekundzie, w jednym ułamku sekundy wszystkie wydobyte z
niebytu kształty zmaterializowały się i czasoprzestrzenny
sześcian wypełnił się czasoprzestrzenną zawartością.
Iguanodony i pterodaktyle, dinozaury i Popiel, myszy i
ludzie, Szwedzi i latające w powietrzu kule, stróż Ignacy i
czołgi, a nawet zabłąkana tu nie wiadomo skąd strzała Eleaty
– stanęły w miejscu. A ze środka sprasowanej w kostkę
historii sterczał ni w pięć, ni w dziewięć złoty szpic
pałacu. Naukowcy złapali się za głowy. Aubusobat frunął w
górę, unosząc struchlałych intruzów.
Ale tam, na dole, nic się nie zmieniło. Zbyt krótko to
trwało, a w dodatku na placu nie było żadnych świadków,
żadnych przechodniów. Pora zbyt wczesna. Jeden tylko,
samotny, zmierzał w kierunku Marszałkowskiej. Zaiskrzyło.
Uniósł głowę i dostrzegł w podświetlonej wschodzącym
słońcem mgle dziwy, o jakich nikomu się nie śniło.
Niewyraźne – bo już znikające – a posplatane ze sobą niby
grupa Laokoona kształty wieków umarłych. Przechodzień stanął
w miejscu niczym żona Lota. W ustach zrobiło mu się słono.
Moment i już było po wszystkim. Strumień czasu jest
niepokonany. Przedpotopowe morza wyparowały, przedpotopowe
stwory rozwiały się jak mgła i tylko jeden ze spóźnionych
dinozaurów odmaszerował wprost do Muzeum Ziemi, które mieści
się w północnej części Pałacu. Koniec. Pasażerowie porannego
ekspresu z Krakowa, którzy właśnie wychodzili na miasto,
niczego już nie dostrzegli. Chmury tylko piętrzyły się
nisko, jakieś krzywe, widać Aubusobat zmieszał je i zbełtał.

Kategorie
A co u nas?

075 Nietypowy wpis jak na mój blog, bo o eltenie

Kto czyta mój blog to może się zdziwić, że wpis o eltenie i to jeszcze o problemie z nim związanym umieszczam tu na moim blogu.
Ale powód jest prosty. Nie działa mi alt. Dlatego nie mogę na forum utworzyć nowego tematu Nie mogę wysłać nowej wiadomości jeśli jestem w wiadomościach, bo nie mogę pracować z altem. Gdy go naciskam nie ma żadnej reakcji.
Więc jeśli chcę wejść do menu to naciskam shift+f2 i strzałkami w lewo lub w prawo czy w górę w duł odszukuję pozycję w meni,
Próbowałam usunąć eltena i instalowałam od początku, tak że nawet musiałam akceptować warunki umowy i nic nie pomogło. próbowałam reinstalować, bez zmiany. Wciskałam dwókrotnie alt, jak mi poradził nuno69 – i nic.
Więc już nie wiem naprawdę co mam robić. przedtem nigdy nie miałam takiego problemu. I taką sytuację mam dopiero pierwszy raz. I oby nie więcej.
I tak powoli kończąc ten wpis życzę wszystkim słodkich snów i miłego jutrzejszego dnia.
Jutro idę do lekarza, bo złapało mnie jakieś chorubsko. Ale będzie też mam nadzieję miły akcent, bo zostaliśmy zaproszeni na obiad.

EltenLink